galeria  
Konferencja prasowa przed Parlamentem Europejskim zakończyła wyprawę "Stop CO2 - Rusz się !" (...)
Dobrowolski Go Home !
galeria  
Dzisiaj przypuściłem szturm na Parlament Europejski. (...)
Bruksela
galeria  
Naturalnie wylądowaliśmy w eco-hostelu dla młodzieży, jak przystało na nasze roczniki i moje zboczenie, w kamienicy, (...)
Bruksela
galeria  
Czym bliżej Brukseli drogi nieco lepsze, a i ścieżki dla cyklistów się pojawiły. (...)
Leuven
galeria  
Belgia przywitała nas górzyście, słonecznie i po francusku - tyle dobrego. (...)
Maastricht
galeria  
Bonn żegnało nas zapachem kwitnących lip, płacząc rzęsiście. (...)
Heimbach
galeria  
Dotarliśmy do Bonn 5 razy moknąc i 5 razy schnąc. Cudo trasa wzdłuż Sieg, czasami z (...)
Bonn
galeria  
Dzisiaj krwawa stówa, zakończona na polu przy rzece Sieg (zwycięstwo). (...)
Betzdorf
galeria  
Dla Lahn stworzone są duże poldery zalewowe, na których nie wolno rzecz jasna się budować, nie (...)
Biedenkopf
galeria  
Dzisiaj zygzakiem ścieżkami przemierzaliśmy thuryngenskie i hessenskie lasy, pagórki i rzek (...)
Alsfeld
galeria  
Komuna siloach przygarnęła mokrych, jak kury rowerzystów z Polski, ale od początku ... (...)
Eisenach
galeria  
Podczas jednego oberwania chmury schowaliśmy się w stodole. Za chwilę dojechał inny rowerzysta Hartmud. Tego samego (...)
Magdala
galeria  
Po porannej kawie ruszyliśmy pod wiatr. Mordęga. Naliczyłem 300 turbin. Przez Dobeln, Geithain dotarliśmy do Zeitz (...)
Zeitz
galeria  
Poranek bardzo wietrzny, dla rowerzystów niezbyt, ale dla turbin wiatr idealny ! - naliczyłem ich ok. (...)
Meissen
galeria  
122 km z prawie Lwówka Śląskiego pagórkami, w 35 st. C, w deszczu, do Bautzen. (...)
Bautzen
galeria  
Chrząszcze majowe fruwają nad namiotem. Dojechałem, a dokładnie dojechaliśmy z Januszem 10 km przed Lwówkiem Śląskim (...)
Lwówek Ślaski 2001-06-15
galeria  
Mam nadzieję, że do 1 lipca, kiedy rusza Prezydencja, dojadę do Brukseli. Właśnie od 1 lipca, (...)
Na starcie - dziękuję!
galeria  
Zapraszam na ławeczkę FORTUM, na konferencję prasową rozpoczynającą wyprawę pt. "Stop CO2 Rusz się", 15 czerwca, (...)
Start
galeria  
Wyruszam na kolejną ekologiczną wyprawę. 15 czerwca wsiadam na rower we Wrocławiu i zeskakuję z niego (...)
Stop CO2 – Rusz się
min

To już koniec, dziękuję!

No i dojechałem na rowerze do Brukseli. Rusz się! Od tego ruszania (głową) zawsze się wszystko zaczyna. A później trzeba pomysł zrealizować. Tak jest i tym razem. Bez życzliwości i pomocy wielu partnerów, patronów, przyjaciół, nie miałbym tyle motywacji i możliwości, aby zainaugurować Prezydencję Polski w Unii Europejskiej, w rowerowo-ekologiczny sposób.

03 lipca 2011

No i dojechałem na rowerze do Brukseli.

Rusz się! Od tego ruszania (głową) zawsze się wszystko zaczyna. A później trzeba pomysł zrealizować. Tak jest i tym razem. Bez życzliwości i pomocy wielu partnerów, patronów, przyjaciół, nie miałbym tyle motywacji i możliwości, aby zainaugurować Prezydencję Polski w Unii Europejskiej, w rowerowo-ekologiczny sposób.

Udało się, dotarłem na rowerze z Wrocławia do Brukseli. Właśnie od 1 lipca, tak symbolicznie, my wszyscy, każda Polka i Polak, staliśmy się Prezydentami w Unii Europejskiej. To nie tylko prestiż, ale i obowiązek, aby przez te pół roku (później też) zrobić coś dobrego dla Ziemi.

Ja zrobiłem ten pierwszy ruch, wskoczyłem na siodełko i z hasłem "Stop CO2 - Rusz się" przez pogórze kaczawskie, drezdeńskie zachodnie wichury, przekraczając Ren, chowając się w belgijskich strumykach przed 46 st. upałem, dotarłem do Brukseli. Polska Prezydencja to dobra okazja, aby namawiać do bardziej ekologicznego transportu, powszechnego recyklingu i zwyczajnego, codziennego oszczędzania energii. Tak aby ekologia, ekonomia i zdrowy rozsądek wzajemnie się wspierały a nie sobie zaprzeczały.

Proszę, "ruszajmy się" i zacznijmy od ruszenia głową. Od tego zawsze wszystko się zaczyna!

Dziękuję Głównymi Partnerom wyprawy: Koncernowi Energetycznemu FORTUM, firmie TETRA PAK oraz Programowi REKARTON. W wyprawie pomagała mi także Fundacja PlasticsEurope Polska. Patronowali mi m.in. Parlament Europejski, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Polski Komitet Olimpijski. Dziękuję wszystkim Patronom, Przyjaciołom, Sympatykom, którzy podczas mojej trasy trzymali kciuki i pomagali mi informacyjnie, organizacyjnie, logistycznie i medialnie.

Dziękuję!!!

 

Poniżej krótkie codzienne relacje z wyprawy.


I dzień. Wrocław - Lwówek Śląski (15.06.2011 r)
Konferencja prasowa na start na ul. Świdnickiej wyszła bardzo dobrze. Kilkunastu dziennikarzy z zaciekawieniem wypytywało o cele i plany wyprawy. Rozmowa z mediami, to była doskonała okazja, aby przemycić trochę ekologicznych postulatów. Dziękuję wszystkim dziennikarzom! Cudowny dzień, bocznymi dróżkami, przez kaczawskie pagórki po przejechaniu 130 km, wylądowaliśmy w genialnym miejscu, kilka k. przed Lwówkiem Śląskim: źródełko, sklepik wiejski z akurat 4 oszronionymi butelkami napoju chmielowego i trawnik pod namioty. Po pierwszym pełnym wrażeń dniu zasnąłem jak suseł. Ps. Do mojej wyprawy przyłączył się, Janusz z Ostrowa Wielkopolskiego. Słuchając mojej rozmowy z Henrykiem Sytnerem w Trójce postanowił zmienić kierunek ze wschodu na zachód, i zamiast Bieszczad wybrał Brukselę. Też na B.

II dzień. Bautzen
122 km z prawie Lwówka Śląskiego pagórkami, w 35 st. C, w deszczu, do Bautzen. Na granicy pożegnalna kąpiel w Nysie Łużyckiej. Z granicy same rowerowe ścieżki. Raj dla rowerzystów ! Ostatecznie wylądowaliśmy w lesie k. Bautzen. Noc pełna atrakcji. Pioruny waliły do 4 rano.

III dzień. Meissen
Rąbało i lało przez całą noc. Za to dzień cudowny, może za bardzo, bo spiekłem się na raka.
Poranek bardzo wietrzny, dla rowerzystów niezbyt, ale dla turbin wiatrowych idealny - naliczyłem ich ok. 100 (tyle samo zrobiliśmy km) od Bautzen, przez Kamenz, Konigsbruck, Meissen. Dachy szkół, stodół, magazynów całe w solarach! Kiedy my doczekamy takich czasów ? Dotarliśmy do Piskowitz nad małą rzeczkę.

IV dzień. Zeitz
Jeszcze o dniu wczorajszym słowo. Spełzły plany spania nad rzeczką w Piskowitz. Przyszła lokalna właścicielka całej wsi i 800 ha kukurydzy, i zaprosiła nas na swój trawnik. Później bawiliśmy się z połową wsi na festynie z okazji 600 lecia Piskowitz. Właścicielka z chęcią pokazała mi swój śmietnik... miała 10 pojemników do segregacji. Po porannej kawie ruszyliśmy pod wiatr. Mordęga. Naliczyłem 300 turbin. Przez Dobeln, Geithain dotarliśmy do Zeitz i nad brzegiem Weisse Elster rozbiliśmy się w ostach. Dziś. 113 km. Ps. Oprócz wiatru naszą trasę spowalniają skutecznie przydrożne czereśnie.

V dzień. Magdala
Trochę wstyd za tą niedzielę. Mógłbym wszystko zwalić znów na wiatr, deszcz, czereśnie, a nawet na popsute Janusza kolano. Zaledwie 70 km z łąki nad Weisse Elster przez Jene do Magdala.

Ale po kolei. Podczas jednego oberwania chmury schowaliśmy się w stodole. Za chwilę dojechał inny rowerzysta Hartmud. Tego samego rowerzystę spotkaliśmy 20 km dalej na rogatkach Jeny. Wylądowaliśmy w lokalnym browarze produkującym w piwnicach, chyba najlepszy porter na świecie. Dalszy ciąg do przewidzenia. Hartmut zaprosił nas na swój trawnik. Objedzeni szparagami jego żony Sabiny, zasnęliśmy jak dzieci. Ps. Syn Hartmuta studiuje w Jenie ekologię. Zatem o kolejnego więcej ! Oby tak dalej !

VI dzień. Eisenach
Po garnku czarnej kawy i kanapkach przygotowanych przez Sabinę, o 7 ruszyliśmy na Weimar. Mijaliśmy setki dzieci, które na rowerach pruły do szkół. Postanowiliśmy zboczyć z trasy i przez pola dotrzeć do Erfurtu (piękne miasto, gdzie tramwaje, rowerzyści i piesi potrafią mijać się bezszelestnie na wąskich uliczkach). 20 km jechaliśmy 4 godziny ;-) Później richtung nach Gotha, niestety w deszczu. Trochę nam psyche siadło, ale przeciwdeszczowo okutani dalej mozolnie pojechaliśmy na zachód... I wtedy pojawił się Anioł. Z 15 km przed Eisenach zatrzymała się dziewczyna w starym golfie (taki samochód, a nie sweter), dając nam 2 euro (na wodę i jedzenie, do czego namawiała tabliczka na rowerze Janusza). Wzięliśmy, ale w zamian dałem jej duuużą czekoladę. Anioł doradził nam nocleg w niedalekiej Komunie Siloach. Pojechaliśmy, rozłożyliśmy się w baraku. Cudowny, długi i gorący prysznic poprawił mi nastrój. Swoją drogą to już półmetek, 600 km z Wrocławia (a dziś 80 km).

VII dzień. Alsfeld
No, wreszcie przyzwoity dystans: 121 km, z baraku z kuną, która rajbrowała w nocy dotarliśmy do jęczmiennego pola, gdzieś 10 km przed Alsfeld. Dzisiaj zygzakiem ścieżkami przemierzaliśmy thuryngenskie i hessenskie lasy, pagórki i rzeki. Za nami granica DDR i wciąż widoczna w architekturze i jakości dróg historia podziału jałtańskiego. Pogoda w kratkę. Zdrowie nie, tzn. OK. Rowery odpukać. Ps. Jeszcze słowo o wczorajszej komunie - to takie eko centrum dla młodzieży - śmialiśmy się z Januszem, bo razem mamy blisko 100, zatem poczuliśmy się tam wyjątkowo młodzi ;-) .

VIII dzień. Biedenkopf
Dostałem dziś za swoje ! 2 razy przebite przednie, jedno mocne lanie z prądem, koziołek, bulgotanie w brzuchu...ale finał wymarzony: długa kąpiel w rzece Lahn 10 km od Biedenkopf, gdzie rozbiliśmy obóz. W sumie marne ale jakie 80 km. Ps. Dla Lahn stworzone są duże poldery zalewowe, na których nie wolno, rzecz jasna, się budować, nie ma też wałów. Całkowicie inaczej niż w Polsce, gdzie politycy ogłupiają ludzi wmawiając, że wały ochronią ich przed powodzią !

IX dzień. Betzdorf
Dzisiaj krwawa stówa, zakończona na polu przy rzece Sieg (tzn po niemiecku „zwycięstwo”). Od 6 do 8 cudowny słoneczny poranek wśród ścieżek południowej Westfalii. Później nieustanne lanie, aż do bielizny. Trochę psyche siada. Za sobą już tysiak. Sukces uczciliśmy kebabem u Turka w Betzdorf (5 km dalej rozbiliśmy namioty). Wokół mnóstwo niemieckich dziadków na rowerach lub z balkonikami i tłumy dzieci emigrantów. Wiadomo, kto tą genetyczną wojnę wygra! Ps. W Niemczech bardzo duża część opakowań jest objęta kaucją, stąd puszek ani butelek pet nie ma w rowach. Naśladujmy!

X dzień. Bonn
Dotarliśmy do Bonn 5 razy moknąc i 5 razy schnąc. Cudo trasa wzdłuż Sieg, czasami z polnej przemieniała się w górską z kamolami, więc rowery pchaliśmy. Max. 90 km, ale kompletnie zrąbani. Woda w Renie ciepła jak w basenie ! Trzeba tylko uważać na barki, bo masa ich! Ps. Odkryliśmy dlaczego kompas wariował wpuszczając nas nie raz w maliny... to przez aparat fotograficzny, który będąc obok swoimi bateriami zmieniał pole magnetyczne...

XI dzień. Heimbach
Bonn żegnało nas zapachem kwitnących lip, płacząc rzęsiście. Choć ścieżek rowerowych tu więcej niż w całej Polsce, to przez 2 godziny przebijaliśmy się przez industrial na łono natury. Dzisiejszym celem był niemiecko-belgijski naturpark w bajkowym Heimbach. Na rzece Rur stworzono elektrownię, jezioro wśród kilkusetmetrowych gór. Umiejętnie połączono ochronę przyrody, turystykę i produkcję energii bez CO2. Nocujemy nad Rurą - kąpiel była jednym z najbardziej extremalnych wyczynów dzisiejszego dnia.

XII dzień. Maastricht
Holandio/Belgia przywitała nas górzyście, słonecznie i po francusku - tyle dobrego. Drogi "route degradee", za dużo płotów i drutów, za mało wolnej przyrody, i niestety śmieci w rowach i brak ścieżek rowerowych - to rozczarowanie ! Mimo wszystko pruło się wspaniale. Dotarliśmy nad kanał nad Vise (15 km na południe od Maastricht). Obok wylegują się i srają gęsi i kaczki.

XIII dzień. Leuven
Czym bliżej Brukseli drogi nieco lepsze, a i ścieżki dla cyklistów się pojawiły. W południe było 46 st C ! A tu lasu, strumyków jak na lekarstwo. Po ogniach piekielnych, kilku kąpielach w rowach i na stacjach benzynowych, dotarliśmy nad kanał k. Leuven, rozbijając się na trawniku miłego żabojada (nad nami pas nalotowy). Godzina 21.30 idziemy pływać do kanału.

XIV dzień. Bruksela
Żabojad o szóstej wyruszył na wschód do Diseldorfu, a my odwrotnie, jak klasyk Wałęsa mówi - o 360 stopni. Do Brukseli zaledwie 30 km. Najbrzydsza droga, dziurawa, bez ścieżek, coś a'la Janki - Warszawa. „Wielki żal”, jak mówi moja 15 letnia córeczka. Dziś też żar z nieba się lał. Gdyby tylko ludzie korzystali z tego żaru, to żadne kopalnie, szyby i atomówki nie byłyby potrzebne. Naturalnie wylądowaliśmy w eco-hostelu dla młodzieży, jak przystało na nasze roczniki i moje zboczenie, w kamienicy, w której malował Van Gogh. Jutro zdobywam Parlament Europejski. Może kogoś namówię na "Stop CO2 - Rusz się" . Ps. Pociągi z Brukseli do Niemiec nie chcą brać rowerów ! Ale wiocha ! Kombinuję, jak tu wrócić do Wrocławia. Może przez Amsterdam... :-)

XV dzień. Bruksela
Dzisiaj przypuściłem szturm na Parlament Europejski. Najpierw spotkanie z p. prof. Danutą Hubner i inspirująca rozmowa na temat ekorozwoju regionów, szczególnie Doliny Dunaju. W Parlamencie miałem przyjemność także spotkać i porozmawiać o mojej wyprawie z p. prof. Leną Kolarską-Bobińską, odpowiedzialną w "babskim" gabinecie cieni za środowisko. Później spotkanie z zespołem ds. eko w polskim przedstawicielstwie przy Unii Europejskiej i rozmowa o priorytetach Prezydencji. Sam budynek bardzo eko: inteligentne zarządzanie energią, rekuperacja (odzysk ciepła). Koniec dnia klasycznie włóczę się po starym mieście. Ponoć można tu zjeść mule z pietruszką naciową ;-) Ps. 30 czerwca o godz. 10.00 zapraszam na eko konferencję prasową przed Parlamentem Europejskim. To będzie koniec wyprawy. Później pociąg do Polski z przesiadką w Amsterdamie.

XVI dzień. Dobrowolski Go Home ! (30 06 2011 r.)
Konferencja prasowa przed Parlamentem Europejskim zakończyła wyprawę "Stop CO2 - Rusz się !" Dziękuję za udział w konferencji sojusznikom wyprawy z Polskiego Przedstawicielstwa przy UE, z biura europosłanki prof. Danuty Hubner, dyrektorowi Fundacji PlasticsEurope Polska i dziennikarzom - korespondentom: eski, wawy i vox'u oraz pap'u, onet.pl oraz TVP info. Jutro rusza Prezydencja, pamiętaj „Stop CO2 – Rusz się!”

  • Grande Place w Brukseli
  • Przekraczam Ren
  • Spotkanie z Prof. Danutą Hubner w Parlamencie Europejskim
  • Rzeka Sieg
     

kontakt